San Andreas to okolica znacznie różniąca się od Vice City i dobrze bo potrzeba nam odświeżenia serii. Teraz akcja rozgrywa się wśród czarnych gangów, coś na wzór „młodych gniewnych”. Obracamy się wśród narkotykowego półświatka i naszym zadaniem jest nie dość, że wgryźć się w jego łaski to jeszcze na dodatek uczynić go sobie poddanym.
Poruszamy się czarnoskórym bohaterem, który wrócił do rodzinnego miasta po długiej przerwie.
Na początku nie spotyka ze zbyt miłym przywitaniem, ale potem klimat ociepla się. Slang, uliczne graffiti, wojny gangów, ciche miejsca wymiany narkotyków oraz podejrzane bary to wizytówka San Andreas. Odnajdujemy rodzinę i starych kumpli i bierzemy się za przejmowanie wpływów w mieście. Z czasem gdy nasza przewaga zacznie rosnąć, inne gangi (a główne w grze są trzy, oznaczone kolorami: zielony czyli nasz, fioletowy i żółty) zaczną się niepokoić tą sytuacją i będą urządzać uliczne wojny atakując nasze tereny. Naszym zadaniem jest nie dopuścić abyśmy tracili dzielnice, a wręcz przeciwnie, zdobywać ich jak najwięcej, aż do przejęcia miasta. W połowie gry następuje nieprzewidziany przez nas zwrot akcji, ale jaki, musicie przekonać się sami.
Gra pod względem fabuły jest dopracowana dość dobrze, nie można narzekać na nudę i kiepski scenariusz. Grafika jak to bywa z każdym kolejnym GTA jest coraz lepsza, a szczególnie miło przedstawia się efekt rozmycia otoczenia przy szybkiej jeździe samochodem. Nasz zmysł słuchu cieszą fenomenalnie dobrane ścieżki dźwiękowe w samochodowych radiach, jednym słowem, grać, nie umierać.